Zapisz się na newsletter
Powrót

MOJA HISTORIA. OD ZAKUPOHOLICZKI DO MINIMALISTKI

4 maja 2016

 

Stylistka musi być wciąż ubrana inaczej, nie wypada jej pokazać się dwa razy w tym samym ubraniu, a jej szafa na pewno pęka w szwach. Domyślam się, że jest wiele osób, które tak patrzą na stylistów i tego się po nich spodziewają, ale jeśli myślimy o personal shopperach, którzy towarzyszą również swoim klientom podczas zakupów czy porządkują ich szafy, sprawa raczej nie powinna tak wyglądać. Jakby to wyglądało, gdybym w trakcie przeglądu szafy u klientki, mówiła jej, że nie powinna mieć zbyt wielu rzeczy, ponieważ tylko z niewielką ilością rzeczy garderoba stanie się efektywna, a sama miałabym szafę ogromnych rozmiarów z wysypującą się zawartością? Mówiąc wprost, byłabym hipokrytką. Moja szafa, z drobnymi wyjątkami, które staram się co jakiś czas eliminować, zawiera tylko rzeczy dopasowane do mojego stylu, w odpowiednim dla mnie rozmiarze i w dobrym stanie. Nie będę jednak ukrywać, że do tego stanu musiałam dojrzeć i był to w moim przypadku proces.

desk-1222899_1280

Historia zakupoholiczki

Pracuję od kiedy miałam kilkanaście lat i ten moment stał się dla mnie czasem, gdy samodzielnie zarobione pieniądze mogłam wydać po swojemu. Podstawowe rzeczy oczywiście kupowali mi rodzice, ale dzięki samodzielnie zarobionym pieniądzom mogłam sobie pozwolić na zakup kosmetyku czy ubrania, które nie były pierwszą potrzebą, a jedynie zachcianką nastolatki. To z jednej strony przyzwyczajało mnie do gospodarowania pieniędzmi, ale też sytuacja, w której środki (początkowo tylko z dorywczej pracy) miałam ograniczone, zaprowadziła mnie do kupowania niedrogich rzeczy często kiepskiej jakości, zwykle w rozwijających się wtedy u nas prężnie sieciówkach. W tamtym momencie nie robiło mi to różnicy, mogłam się ubrać ciekawie, zgodnie z aktualną modą, tak jak chciałam, a że nie była to najwyższa jakość… gust nastolatki nie miał tego na liście priorytetów. W pewnym momencie zaczęło się w mojej szafie robić ciasno, ale uwielbiałam te momenty, gdy pokazywałam mamie czy przyjaciółce bluzkę czy naszyjnik upolowane gdzieś za grosze. I doszłam do tego, że zakupy nawet drobne, robiłam bardzo często. Nie wydawałam na to dużo pieniędzy, ponieważ zawsze były to okazje/promocje/przeceny, ale w mojej szafie wyraźnie zaczynało się robić ciasno. Potem włączył mi się okres poszukiwania ubrań również w sklepach z używaną odzieżą, w których można było upolować perełki, ale w związku z tym, że można było kupić wszystko bardzo niedrogo, zdarzało  mi się kupować trochę bezmyślnie, podobnie zresztą jak we wcześniej wspomnianych sieciówkach. Bywało, że coś wydawało mi się bardzo ciekawe, ale wymagało drobnej poprawki, wiec kupowałam to i… czasem leżało. Nie miałam zdolności do przeróbek krawieckich, a do krawcowej często miałam nie po drodze.

Mniej znaczy więcej

W ciągu następnych lat kolejnymi etapami było również kupowanie ubrań w droższych markach, u początkujących projektantów, czy u projektantów o większej renomie. Ze względu na koszty kupowałam mniej niż wcześniej, ale przechodząc te wszystkie półki cenowe i jakościowe, mogłam porównać jakość rzeczy z różnych źródeł. Nagle okazywało się, że sukienka, która bosko leży, nie rozpada mi się w rękach po trzecim praniu, a przy tym idealnie pasuje do mojego stylu, owszem kosztuje więcej, ale jej zakup sprawia mi ogromną radość i zaspokaja potrzebę kupienia czego nowego na dłuższy czas. I tak doszłam do obecnego stanu, w którym robię regularne przeglądy swojej szafy (1-2 razy w roku), stawiam na posiadanie dużo mniejszą ilość rzeczy i w efekcie codziennie rano ubieram się w ok. 5 minut. Jak to możliwe? Przy uporządkowanej i przemyślanej zawartości garderoby wiem, że cokolwiek nie chwycę do ręki, będzie to w moim rozmiarze, w dobrym stanie i będzie pasować do mojego stylu. Jedyne o co muszę zadbać, to dobór stroju do okazji, planu dnia czy warunków pogodowych. Reszta dylematów takich jak „czy to do mnie pasuje”, „czy ta spódnica będzie pasowała do tej bluzki”, „czy dobrze mi w tym kolorze” zostały wyeliminowane wraz z bałaganem, który wcześniej był u mnie częstym gościem.

Mimo, że moje słowa mogą sprawiać wrażenie, że narzekam na czasy kupowania „dużo i tanio”, mogę śmiało powiedzieć, że cała ta droga była bardzo cennym doświadczeniem i bardzo się cieszę, że było mi dane ją przejść. Dzięki temu miałam możliwość eksperymentować ze swoim stylem, sprawdzać różne fasony i kolory, bawić się swoim wizerunkiem na mnóstwo sposobów, przez co byłam swoim pierwszym królikiem doświadczalnym. Jednak stan w którym znajduję się teraz jest, w mojej ocenie, najlepszym z możliwych. Piszę to głównie po to, byś zauważyła (lub zauważył – panowie też miewają kłopot z chaosem w szafie), że uporządkowana garderoba z niewielką ilością rzeczy jest genialnym pomysłem, ponieważ wbrew pozorom duża ilość rzeczy wcale nie daje więcej możliwości.

Jak uporządkować szafę?

Jeśli chcesz się dowiedzieć, jak zacząć budowanie swojej nowej, uporządkowanej garderoby sprawdź kilka moich tekstów:

Trzymam kciuki za zmiany w Twojej szafie i w Twoim podejściu do kreowania swojej garderoby, bo co tu dużo kryć, są to zmiany również w naszych głowach.

autor: Basia Józefiak – stylistka

Może zainteresuje Cię jeszcze:

Kim jest personal shopper

Jak przestać zazdrościć koleżance- słów kilka o kompleksach

Jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego

Komentarze:

Jedna odpowiedź na “MOJA HISTORIA. OD ZAKUPOHOLICZKI DO MINIMALISTKI”

  1. Ja chciałabym skorzystać z opcji jaką jest minimalizm we wnętrzach. Podoba mi się wszystko i niestety też wszystko chciałabym mieć i potem wychodzi z tego wszystkiego niezaciekawy efekt. Mam nadzieję, że Twoje rady jakoś się u mnie sprawdzą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

WARSZTATY ONLINE ZA 39 ZŁ!!! Czytaj więcej